Prawda o obronie Westerplatte

Marcin Sajniak

1 września 1939 roku o godzinie 4.47 nad ranem niemiecki pancernik Schleswig - Holstein otwiera ogień ze swoich dział do polskiej składnicy tranzytowej na Westerplatte. To pierwsze minuty II wojny światowej. Wojny, która w ciągu sześciu lat trwania pochłonie 60 milionów ofiar. Tego skrawka ziemi bohatersko broniło 182 polskich żołnierzy. Niemcy aby zdobyć Westerplatte potrzebowali 3 tysięcy żołnierzy, kilkudziesięciu samolotów, ciężkiej artylerii naziemnej oraz dział pancernika Schleswig - Holstein.

Żołnierze Wojskowej Składnicy Tranzytowej skapitulowali 7 września po odparciu dwóch dużych i kilkudziesięciu mniejszych szturmów. Polskie straty to 20 zabitych i 20 rannych, Niemcy stracili 300 żołnierzy, 700 zostało rannych. Niemieckie pismo Illustrierter Beobachter nazwało Westerplatte “Małym Verdun”. Legenda Westerplatte narodziła się wśród Polaków jeszcze podczas dni obrony składnicy. Codzienne komunikaty prasowe i radiowe mówiły o tym, że Westerplatte nadal się broni. A tak niewiele brakowało, a poddałoby się już drugiego dnia obrony…

Przez wiele lat w Polsce Ludowej (ale także po 1989 roku) panowało przekonanie, że obroną twierdzy przez wszystkie 7 dni bohatersko dowodził major Henryk Sucharski. Jednak prawda była inna.

Wręczenie szabli majorowi SucharskiemuHenryk Sucharski urodził się 12 listopada 1898 roku. Był synem szewca - chłopa ze wsi Gręboszów pod Tarnowem. Major został przeniesiony na stanowisko komendanta polskiej składnicy amunicji w grudniu 1938. Nadrzędnym zadaniem komendanta było poprawienie zdolności do obrony placówki, powiększenie stanu osobowego jej załogi oraz rozbudowanie umocnień. Trzeba przyznać, że dzięki wysiłkowi komendanta Westerplatte, jego zastępcy i pozostałych oficerów udało się poprawić system łączności i alarmowy. Zastępcą Sucharskiego był kapitan Franciszek Dąbrowski. Służył on na Westerplatte od grudnia 1937 roku. Dąbrowski urodził się 17 kwietnia 1904 roku w Budapeszcie. Jego ojciec był szlachcicem i oficerem armii austro - węgierskiej, jego matka była węgierską baronówną. Młody Franciszek zawsze był wychowywany w duchu patriotyzmu i przywiązania do Polski. Gdy miał 14 lat gdy przyjechał do Ojczyzny.

31 sierpnia, w dzień poprzedzający wybuch II wojny światowej do Wojskowej Składnicy Tranzytowej przyjechał podpułkownik Wincenty Sobociński. Podczas spotkania z kadrą oficerską poinformował o trudnej sytuacji z powodu poważnego wzmocnienia sił niemieckich w Gdańsku. Przekazał również rozkaz marszałka Edwarda Śmigłego - Rydza, aby obrońcy utrzymali się 12 godzin, a nie jak wcześniej żądano sześć. Sobociński odbył również indywidualną rozmowę z Sucharskim. Poinformował go w niej, że ataku Niemców należy oczekiwać w przeciągu 24 godzin oraz, że wobec zdecydowanej przewagi niemieckiej żołnierze WST nie mogli liczyć na wsparcie, czy też wzmocnienie obrony placówki.

Major Sucharski nie poinformował o tej informacji ani swojego zastępcy, ani nikogo z kadry oficerskiej. Zamierzał wykonać rozkaz obrony Westerplatte przez 12 godzin, a następnie poddać składnicę, jednak nie spodziewał się, że reszta załogi nie będzie chciała się pogodzić z jego decyzją.

O godzinie 4.47 na pokładzie pancernika Schleswig - Holstein padł rozkaz: “Rozpocząć ostrzał!” Dokładnie sześćdziesiąt sekund później pierwszy pocisk spadł na teren Wojskowej Składnicy Tranzytowej. Kanonada trwała siedem minut. W trakcie ciężkich walk Franciszek Dąbrowski nie wiedząc, że pomoc nie nadejdzie cały czas podtrzymywał na duchu swoich żołnierzy i przekonywał, że pomoc powinna niedługo nadejść. Sucharski nawet wtedy nie poinformował swojego zastępcy o stanie faktycznym.

Pancernik Schleswig - Holstein ostrzeliwuje Westerplatte:

Wobec kilku nieudanych prób wzięcia Westerplatte szturmem i prawdziwym gradzie pocisków artylerii, które nie dały rezultatów - Polscy żołnierze bronili się nadal - niemieckie dowództwo zdecydowało się na krok, który miał ostatecznie złamać naszych żołnierzy czyli zbombardowanie składnicy z góry. 2 września o godzinie 18.05 nad Westerplatte pojawiły się pierwsze klucze bombowców nurkujących Junkers. Bombowce zaatakowały w dwóch falach. W nalocie wzięło udział 58 maszyn. Składnica zatrzęsła się w posadach. W ciągu kilkudziesięciu minut zrzucono ładunek około 26 500 kg!

Upłynęło dużo czasu zanim żołnierze otrząsnęli się z szoku po bombardowaniu. Niemcy byli pewni, że po takim ciosie obrońcy już się nie podniosą i nie przeprowadzili kolejnego ataku. Najmniejszą wolą walki w tym czasie wykazał się major Sucharski. Zdecydował, iż dalsza obrona nie ma sensu i czas się poddać. Nalot bombowy był dla niego dużym wstrząsem. Komendant kazał spalić tajne akta, szczególnie książki szyfrowe, tak aby nie dostały się w ręce Niemców. Około godziny 19.00 - 19.30 z radiostacji pancernika Schleswig - Holstein przesłano wiadomość: “Nie strzelać, wstrzymać ogień, biała flaga nad Westerplatte” - był to drugi dzień obrony składnicy.

 kapitan Franciszek DąbrowskiRozkaz wywieszenia białej flagi Henryk Sucharski wydał kapralowi Janowi Gęburze. Flagą było prześcieradło bądź obrus. Chwile po wywieszeniu znaku kapitulacji dowiedział się o tym kapitan Dąbrowski. Sam pobiegł na dach aby zdjąć szmatę. Między Sucharskim, a Dąbrowskim doszło do ostrej wymiany zdań po, której dowódca obrony doznał ataku epilepsji, przypięto go pasami do łóżka i wezwano doktora, który zaaplikował majorowi leki po których długo spał. Od tego momentu Henryk Sucharski przestał funkcjonować jako dowódca obrony Westerplatte. Faktyczne dowodzenie przejął jego zastępca. Dąbrowski przyjmował gońców z meldunkami i wydawał polecenia dalszej walki, przy czym stale sprawiał wrażenie, że obroną nadal dowodzi major.

Franciszek Dąbrowski jako wzorowy oficer i patriota był w trudnym położeniu. Stopień jaki posiadał nakazywał mu wykonanie rozkazu przełożonego o poddaniu placówki, jednak on, jak i reszta kadry oficerskiej nie chcieli się poddawać, wierzyli w celowość dalszej walki, tym bardziej, że zapasy amunicji i pożywienia pozwalały na dalszy opór jeszcze przez długi czas.

Po zasłabnięciu majora kapitan Dąbrowski nakazał wszystkim świadkom złożyć uroczystą przysięgę, że nikomu nie ujawnią tego co przed chwilą stało się z komendantem placówki. Następnie Dąbrowski przeprowadził rozmowę z załogą Westerplatte, wprowadziło to duży spokój i wiarę we własne siły. Odczuli oni jednak duże zniszczenia i od tego momentu obrona była znacznie utrudniona. Bohaterscy polscy żołnierze mino kolejnych ataków i ciągłych ostrzałów artylerii nadal pozostawali nieugięci.

Sucharski nie brał aktywnego udziału w obronie składnicy. Był bardzo zmęczony i głównie dochodził do siebie po doznanym szoku. Zanim otrząsnął się z kryzysu minął jakiś czas. Pierwszy samodzielny rozkaz wydał dopiero 6 września wysyłając plutonowego Barana na wartownię numer 3. Sucharski nie zrezygnował jednak z poddania się. Aby przekonać resztę dowódców zwołał naradę na którą wezwał podoficerów, starszych podoficerów, chorążych i oficerów jednak “zapomniał: o… Franciszku Dąbrowskim. Sucharski poinformował wszystkich o bezcelowości dalszej walki gdyż żołnierze nie mogą liczyć na wsparcie z zewnątrz. Większości jednak nie podobał się pomysł kapitulacji, chcieli walczyć do końca. Wobec nieprzychylnych opinii oficerów major starał się namówić do poddania się podoficerów. W tych warunkach wciąż trwała nierówna walka z niemieckim najeźdźcą.

Wieczorem komendant zwołał kolejną naradę, tym razem tylko z oficerami, był zdecydowany zakończyć obronę, jednak i tym razem nie zapadły konkretne decyzje. Wśród załogi mimo zmęczenia nie było mowy o poddaniu się, nastroje były nadal bojowe, szeregowi żołnierze woleli zginąć niż poddać placówkę Niemcom.

Ostatniego dnia obrony Niemcy przypuścili naprawdę huraganowy atak. Szczególnie silny był ostrzał artylerii, na składnicę spadły tony żelaza. Po tym ostrzale nad Westerplatte zawisła biała flaga. Sucharski tym razem nie miał zamiaru z nikim konsultować kapitulacji. Wśród wielu szeregowych żołnierzy ta decyzja wywołała oburzenie, chcieli walczyć dalej. Część załogi bała się też zemsty ze strony Niemców i rozstrzelania, dlatego woleli zginąć z bronią w ręku. Sytuacja obrońców pod koniec był coraz gorsza, szczególnie przez liczbę rannych. Jednak nieprawdą jest, że skończyła się amunicja. Tej było pod dostatkiem, tak jak i żywności. Wody jednak było coraz mniej.

Po poddaniu placówkmajor Henryk Sucharskii miała miejsce słynna scena. Generał-major Friedrich Eberhardt, przyjmując kapitulację w dowód uznania odwagi polskich żołnierzy zwrócił majorowi Sucharskiemu szablę. Wtedy to major podszedł do Dąbrowskiego i powiedział, że szabla należy się właśnie jemu i, że po wojnie wyjaśni komu załoga zawdzięcza tak długą obronę. Major nie zdążył tego zrobić. Tuż po wojnie, 30 sierpnia 1946 roku zmarł na zapalenie otrzewnej po perforacji jelita grubego w szpitalu w Neapolu. Jednak Sucharski jeszcze przed śmiercią miał okazję żeby publicznie przyznać się, że to nie on tak naprawdę przez większość czasu dowodził placówką, że obrona Westerplatte przez tak długi czas to tak naprawdę nie jego zasługa. Dał oficerskie słowo Dąbrowskiemu, że po wojnie do wszystkiego się przyzna. W książce Melchiora Wańkowicza “Wrzesień żagwiący”. Sucharski sobie przypisał wszystkie zasługi dowodzenia składnicą. Czytając książkę można odnieść wrażenie, że to dzięki doskonałej taktyce majora załoga broniła się aż siedem dni. O zasługach Dąbrowskiego nie wspomina ani słowem.

Wśród społeczeństwa utrwalił się etos bohaterskiego i niezłamanego dowódcy obrony Westerplatte. Oficerowie którzy byli światkami załamania Sucharskiego nie wyjawili prawdy mimo, iż ją znali, złożyli uroczystą przysięgę, że będą milczeć. Dramaturgii dodaje fakt wczesnej śmierci majora.  Znana powszechnie prawda krzywdziła przede wszystkim Dąbrowskiego, którego wkład w obronę był największy.

Oficerowie po wielu latach postanowili jedna wyjawić prawdę, jednak przechodziło to bez echa. Każdy historyk, który w okresie PRL-u próbował badać sprawę dowodzenia jednostką i stawił tezę, że Sucharski już drugiego dnia wywiesił flagę był posądzany o szarganie narodowych świętości. Same władze tego okresu doprowadziły do tego, że postać Sucharskiego w latach czterdziestych i pięćdziesiątych urosła do symbolu męstwa. Jego pochodzenie odpowiadało preferowanemu wówczas rodowodowi chłopskiemu. Kapitan Dąbrowski z kolei pochodził z rodziny inteligenckiej o korzeniach szlacheckich.

Franciszek Dąbrowski sam próbował opisać tragiczne wydarzenia z września. Jego książka jednak  wywołała spore oburzenie. Zarzucano mu, że w swoich wspomnieniach uchybił pamięci majora. Posądzono kapitana o to, że całą zasługę obrony próbuje przypisać tylko sobie. Dąbrowski był coraz bardziej schorowany, załamał się i stracił wiarę w sprawiedliwość. Jego sytuacja finansowa także była zła. Franciszek Dąbrowski zmarł jako komandor porucznik rezerwy 24 kwietnia 1962 roku w krakowskim Szpitalu Przeciwgruźlicznym. Miał zaledwie 58 lat. Umierał jako tylko zastępca “bohatera”.   




Podobne wpisy:

Kategorie: II wojna światowa
8


Liczba komentarzy: 6 do “Prawda o obronie Westerplatte”

  1. julka pisze:

    super , wielkie dzięki

  2. julka pisze:

    to jest ekstra , ciekawe,interesujące , bardzo mi pomogło w wypracowaniu

  3. Darek pisze:

    Kilka nieścisłości we wstępniaku widzę. Po pierwsze liczba 182 żołnierzy broniących Westerplatte jest już dziś dyskusyjna. Szacuje się ,że razem z pracownikami cywilnymi mogło to być między 200 a nawet 220 obrońców. Prawdy już ze względu na braki źródłowe prawdopodobnie nie dowiemy się już nigdy. Po drugie- to prawda ,że istnieją spekulacje co do 20 żołnierzy, którzy polegli na Westerplatte. To kwestia delikatna gdyż oficjalnie nadal mówi się o 15 ofiarach. Jedna zastawiające są niektóre relacje niemieckie opisujące odnalezienie po walkach na Westerplatte 5 mogił bezimiennych żołnierzy polskich. Spotkałem się z hipotezą,że mogli oni zostać rozstrzelani za defetyzm w trakcie nalotu 2 września lub krótko po nim. Ciężko tez już dziś i to po trzecie utrzymać tezę o 300 niemieckich żołnierzach poległych w walkach o półwysep. Wbrew temu co może byśmy chcieli Niemcy nie byli idiotami i po krwawej łaźni urządzonej im 1 września nie prowadzili więcej szturmów półwyspu ograniczając się do ostrzału nękającego i formy rozpoznania bojem. Na dziś chyba wiarygodna liczbą będzie 60-70 zabitych po stronie niemieckiej choć i to źródłowo jest trudnym do dokładnego zweryfikowania. Natomiast sama rozgrywka między Dąbrowskim a Sucharskim jest pasjonująca i co tu dużo kryć- pełnej prawdy o tym wydarzeniu nie poznamy już nigdy. pozdrawiam

  4. Franek pisze:

    Fajne ale tak naprawdę nie wiadomo czy dostał ataku epilepsji i czy miał zwątpienie w obrone placówki i czy wstrząsnęło nim to aż tak psychicznie. Wszyscy którzy wiedzieli o tym złożyli przysięgę, że wszystko co się stało zostanie tajemnicą i rzeczywiście nikt z nich nigdy nie powiedział co tam się stało to są tylko domysły i wymysły tylko i wyłącznie. pozdrawiam

  5. wonderful issues altogether, you simply gained a new
    reader. What may you recommend in regards to your post that
    you simply made some days in the past? Any certain?

  6. Thank you, I have just been searching for info approximately this
    topic for a long time and yours is the greatest I have came upon till now.
    However, what in regards to the bottom line? Are you certain concerning the source?

Leave a Reply to Darek