Operacja “Plumbat”, czyli jak Izrael zdobył broń atomową

Marcin Sajniak

“Wszyscy wiemy, że nie można zaakceptować uzbrojenia Iranu w broń atomową”  – tak o ewentualnym zdobyciu przez Teheran broni jądrowej wypowiadał się prezydent Stanów Zjednoczonych Barack Obama.  Natomiast premier Izraela Benjamin Netanjahu wyjawił niedawno, że 8 z 14 ministrów Rady Bezpieczeństwa Izraela będzie głosowało za atakiem na Iran. Władze w Tel Awiwie sprawę zdobycia broni masowego rażenia przez Teheran przedstawiają jako swoje “być albo nie być”.

W ciągu ostatnich dwóch lat w niejasnych okolicznościach życie straciło pięciu ekspertów od irańskiego programu atomowego. Ostatni zginął w styczniu tego roku w zamachu bombowym. Jeśli weźmiemy pod uwagę komu najbardziej zależało na śmierci naukowców i to jaka organizacja w przeszłości stosowała tego typu praktyki to raczej wydaje się jasne kto był sprawcą zamachów.

Atomowy rejs

Być może w przededniu ataku Izraela na Iran warto przypomnieć w jaki sposób sam Izrael zdobył broń atomową. Jest to tym bardziej ciekawe, że państwo uzurpujące sobie prawo do sprzeciwu wobec programu nuklearnego suwerennego państwa samo uzyskało broń w – mówiąc delikatnie – sposób niezgodny z prawem międzynarodowym.

W połowie lat sześćdziesiątych młode Państwo Żydowskie otoczone było przez licznych wrogów. Co kilka, kilkanaście lat regionem wstrząsały kolejne wojny. Ciągłe zagrożenie powodowało konieczność znalezienia  odpowiedniego środka odstraszającego. Władze Izraela postanowiły skonstruować bombę atomową. Jednak budowa broni napotkała duże trudności., okazało się, że izraelscy konstruktorzy nie dysponują wystarczającymi zasobami rudy uranu.

Dużych ilości wzbogacanego uranu nie można było zakupić “od tak” ponieważ były to procedury ściśle kontrolowane przez mocarstwa atomowe. Stany Zjednoczone stanowczo sprzeciwiały się broni jądrowej na Bliskim Wschodzie. Skoro nie dało się zdobyć tego cennego surowca, to do gry wkroczyły służby specjalne. Zadanie zdobycia wzbogacanego uranu dostał Mossad.

Na sposób zdobycia uranu wpadł doświadczony agent, syn duńskich Żydów Dan Aerbel . Aerabel pracował w Danii przez kilka lat pod przykrywką biznesmena. Prowadząc interesy jako Duńczyk Aerabel zdobył liczne kontakty w środowisku europejskich przedsiębiorców. Ponadto miał on do czynienia z firmą, która wydobywała i przetwarzała uran, więc plan był taki aby skierować produkcję uranu do Izraela. Na początku wykonanie takiego manewru wydawało się kompletnie niewykonalne, ponieważ produkcja tego surowca jest pod ścisłą kontrolą opinii międzynarodowej. Firmą, którą postanowił spenetrować Mossad była spółka z RFN Asmara Chemie .

Aerbel znał jednego ze współpracowników Asmara Chemie – Herberta Schulzena, który miał wielkie poczucie winy wobec tego co Niemcy zrobili Żydom podczas wojny. Agent wywiadu zaprzyjaźnił się ze Schulzenem, często opowiadał mu o swoich krewnych zamordowanych w Auschwitz aby wzbudzić jeszcze większe poczucie winy u Niemca, dzięki temu mógł lepiej nim manipulować. Aerbel zaprosił Schulzena do Izraela, gdzie agenci Mossadu jako izraelscy biznesmeni przyjmowali go wystawnymi kolacjami i opowiadali jak ich krewni zostali zabici w komorach gazowych. Nadmienili także, że zagrożenie dla narodu żydowskiego nadal istnieje. Twierdzili, że warunkiem niepowtórzenia się przeszłości – czyli zagłady Żydów – jest zdobycie przez Izrael “pewnej ilości surowca”, Schulzen zatrwożony, oczywiście powiedział, że zrobi co w jego mocy.

Kiedy Aerbel ocenił, że Schulzen jest już gotowy do tego aby zacząć mówić o konkretach, poprosił Niemca o zdobycie 200 ton tlenku uranu. Twierdził, że Izrael potrzebuje takich ilości do reaktora jądrowego i ośrodka badawczego w Dimona, który powstał na pustyni Negew. Jednak nie wspomniał ani słowem o podziemnym laboratorium, w którym pracowano nad bronią atomową.

W 1968 roku firma Schulzena zamówiła rudę uranową w belgijskim koncernie wydobywczym. Asmara Chemie w związku z tym, że planowała transakcje uranu nadającego się do budowy bomby jądrowej została starannie sprawdzona przez Międzynarodową Agencję Energii Atomowej. Rzecz jasna nie wzbudziło niczyich podejrzeń, że firma produkująca mydło zamówiła dużą ilość tego surowca. Asmara złożyła depozyt na pięć milionów dolarów aby udowodnić dobrą kondycję finansową. W rzeczywistości pieniądze zdeponował Mossad.

W związku z restrykcyjnymi przepisami transportu materiałów nuklearnych drogą lądową w Europie, izraelskie służby specjalne zdecydowały się na transport morski. Asmara przedstawiła kontrolerom atomowym fałszywą drogę surowca do produkcji mydła – najpierw załadunek rudy na statek w porcie w Antwerpii, przewiezienie do zakładu przetwórczego w Mediolanie i w końcu dostarczenie do fabryki Asmary.  W rzeczywistości nie planowano zawijać z uranem do portu we Włoszech, wpisano jedynie nazwę mediolańskiej firmy, która nic nie wiedziała o żadnym transporcie. Kontrolerom plan nie wydawał się podejrzany, zaaprobowali transakcję.

Po dopełnieniu formalności Mossad mógł wprowadzić w życie resztę swojego zawiłego planu. Agenci zarejestrowali w Szwajcarii fałszywą firmę żeglugową pod flagą Liberii i zakupili stary zachodnioniemiecki statek “Scheersberg A”. W listopadzie 1968 roku wynajęto załogę, która załadowała transport i weszła na pokład statku. Wszyscy robotnicy sądzili, że płyną do Włoch, jednak statek niespodziewanie zawinął do portu w Hamburgu, tam poinformowano ich, że jednostka została sprzedana innemu właścicielowi, który zażądał nowej załogi, podziękowano im i zgodnie z umową wypłacono wysoką odprawę. Na statek przybyła “nowa załoga”.

Gdzie jest uran?!

17 listopada 1968 roku “Scheersberg A” opuścił Hamburg informując władze portu, że kieruje się do Geniu. Poinformowano także kapitana portu w Genui, że statek przybędzie za kilka dni. Jednak statek nigdy nie zacumował do brzegu w tym włoskim mieście, właściwie zniknął na kilkanaście dni. Na początku władze portu sądziły, że statek zatonął, jednak w tym rejonie nie zanotowano żadnych zatonięć.

W rzeczywistości kilka dni po wypłynięciu z Hamburga “Scheersberg A” spotkał się na Morzu Śródziemnym w pobliży Cypru z flotą niewielkich jednostek z Izraela. Właściwa kradzież uranu odbyła się na pełnym morzu. Transport został przeładowany a statek popłynął do Turcji.  Podczas gdy władze europejskich państw szukały statku, ten pojawił się 15 dni po zaginięciu w porcie w Iskanderun.

Władze tureckie zupełnie nieświadome, że w Europie uznano statek za zaginiony uwierzyły w wersję kapitana, który przekonywał, że statek właśnie wypłynął z portu w Neapolu, zawinął do portu po zaopatrzenie i za kilka godzin wraca do Włoch. Turcy nie przeprowadzili żadnych inspekcji, “Scheersberg A” wypłynął. Kilka tygodni później zacumował do portu w Palermo, gdzie jego kapitan oraz załoga zeszli na ląd i po prostu rozpłynęli się w powietrzu. Właściciel statku wynajął kolejną załogę, która popłynęła do Antwerpii. Przybycie statku rozpoczęło śledztwo w sprawie zagadkowego rejsu. Ponieważ władze portowe stwierdziły, że ładownie jednostki są puste, kontrolerzy zachodzili w głowę co stało się z dwustoma tonami rudy uranu?

Schulzen zarzekał się, że on nie wie co stało się z uranem, kierownictwo zakładu we Włoszech twierdziło, że nie przyjmowało żadnego transportu, właściciele statku zniknęli pozostawiając puste biuro. Stało się jasne, że olbrzymia ilość surowca (pozwalająca zbudować 10 bomb atomowych), który powinien być pod ścisłą kontrolą została skradziona, zdecydowano, że ten kompromitujący fakt nie ujrzy światła dziennego.

Pięć lat później skradziony uran pozwolił izraelskim naukowcom wyprodukować ich bombę atomową. Akcja Mossadu przebiła wszystkie inne efektowne działania izraelskich służb. Izrael do dziś oficjalnie nie przyznaje się w jaki sposób zdobył surowiec do budowy broni atomowe.

Czy państwo, które zdobyło broń atomową w taki sposób powinno mieć prawo do sprzeciwu wobec programu nuklearnego innego suwerennego kraju?  Władze Izraela twierdzą, że skonstruowanie bomby w Teheranie będzie się równało zagładzie Narodu Żydowskiego. Jednak czy równowaga sił w potencjale nuklearnym miedzy dwoma przeciwnikami politycznymi nie wpłynie korzystanie na bezpieczeństwo w tym rejonie świata tak jak to miało miejsce podczas zimnej wojny pomiędzy ZSRR, a USA? Wtedy to mówiło się, że ?kto pierwszy naciśnie atomowy guzik, ten zginie jako drugi?, w tym wypadku mogłoby być podobnie, strach przed odwetem dokonanym przez wroga skutecznie zniechęcałby do ataku na niego. Ahmadineżad nie jest samobójcą, dobrze wie, że jeśli pierwszy odpali atomowe działa to jego kraj za chwilę objawi się jako nuklearna pustynia. Czy Izrael, który mówiąc wprost ukradł składniki bomby atomowej powinien mieć prawo do decydowani kto i kiedy może uzyskiwać atom?




Podobne wpisy:

Kategorie: Inne
27


Liczba komentarzy: 1 do “Operacja “Plumbat”, czyli jak Izrael zdobył broń atomową”

  1. zz pisze:

    Kilka różnych historii w wyżej opisanym stylu już czytałem. Ta i wszystkie inne to bzdury. Izrael dostał od USA różne rodzaje bomb i pocisków atomowych, a i może termojądrowych a nie budował żadnej broni. To nie takie proste i tanie. Te historie to tylko tzw. legenda. Obecnie w tej Dimonie pewnie tylko konserwują broń, dopasowują sprzęt do aplikacji. Chiny i Indie przez ile lat robiły tę broń, a Izraelici w 1967 roku mieli bomby atomowe podwieszone po samolotami, gdyby wojna wtedy nie poszła tak jak trzeba.
    Oj smutno czytać o tlenku uranu 235 i mydle. Artykuł sponsorowany dla durniów.

Zostaw komentarz